Problemy
rozdział VII
Po męczącym dniu wszyscy chcieliśmy odpocząć. Jednak to nie było możliwe. Obiecałam Olce że popracuje z Gruszką. Szymon został ze mną. Poszłam po kucyka, wyczesałam ją osiodłałam i poszliśmy na halę. Diablo już tam latał. Gruszka chciała się do niego przyłączyć. Tak jak jej właścicielki nienawidziłam tego kuca. Rozpieszczony, nic nie można obok niego robić bo kopie. Niestety mogłam pracować z nim tylko na lonży bo gdybym na niego wsiadła skończyło by się to nieszczęśliwie dla nas obu. Miałam starą metodę którą wypracowała moja mama. Wypchałam jeden worek piaskiem, który ważył prawie tyle samo co Olka. Wsadziłam worek na Gruszke i zabezpieczyłam go sznurkiem żeby nie spadł. Zaczęłam ją lonżować. W stępie chodziła bardzo dobrze, ale w kłusie wszystko się psuło. Zaczęła brzydko odchylać się w lewo. Niepokoiło mnie to. Szymon powiedział żebym ją zatrzymała. Sprawdził jej kopyta i wydawały się w porządku. Nic nie było widać. Chciał opuścić jej kopytko i tu kopnęła go w brzuch. Od razu zwiała. Szymon zwijał się z bólu. Zadzwoniłam po pogotowie. Przyjechali po prawie godzinie. Byłam wkurzona. Nie mogli szybciej? Od razu zabrali go do szpitala. Chciałam jechać z nim ale mi nie pozwolono. Co miałam zrobić? Nie moge jeździć samochodem, ale na koniu moge. Nawet nie siodłałam Diabla, jedynie założyłam mu ogłowie i wodze. Cwałowałam, i co ja słysze? Policja każe mi się zatrzymać. No co im odwaliło? Przekroczyłam prędkość?! Wlepili mi mandat za zbyt szybką jazdę. Powinni zmienić nam rejonowych. No nic musiałam pędzić. Dojechałam w samą porę. Akurat wjechali z Szymkiem do szpitala. Na szczęścia stał parkingowy więc mam komu zostawić Diabla. Podjechałam do niego.
-Może pan go popilnować?
-A..a..ale to jest koń!
- Dzięki!
Bez sensu ta rozmowa. No nic pobiegłam do środka. Podeszłąm do recepcjonistki, a ta powiedziała że Szymon będzie mieć natychmiastową operacje. Serce mi zamarło. Zadzwoniłam do rodziców Szymka i Tomka. Roxy została poinformowana wcześniej. Szybko przyjechała. Rodzice bliźniaków przyjechali zaraz po niej. Przeczekaliśmy kilka godzin i nic. Operacja trwała. Niestety musiałam wracać nakarmić konie i zaprowadzić Olke do sąsiadów, żeby nie bała się być sama w domu. Roxy i tata chłopaków pojechał razem ze mną. Zaprowadziłam Diabla do boksu i nakarmiłam reszte koni. Nasza Berta i jej źrebak najwyraźniej już spali bo nawet klacz nie podchodziła do żłobu. Musiałam nakryć ją derką. Troche czasu mi zeszło nad tym. W końcu żeby znaleźć derkę pasującą na zimnokrwistego konia trudno znaleźć. Na szczęście mieliśmy kilka takich. Skończyłam. Jeszcze tylko poszłam spakować Olke i zaprowadziłam ją do sąsiadów. W tym czasie Roxy przygotowała jakieś kanapki, bo to może być długa noc spędzona w szpitalu. Przyjechaliśmy. Lekarz wyszedł i powiedział że Szymon wyjdzie z tego, ale to troche potrwa. Na razie nie możemy do niego przyjść. Płakać mi się chciało. I pomyśleć że to wszystko przez kuca Olki. Postanowiłam sprzedać Gruszke. Olka będzie musiała się z tym pogodzić. Nie możemy trzymać takich koni. Po jakiś trzech godzinach ja i Roxy zasnęłyśmy. Rodzice chłopaków najwyraźniej też drzemali. Jedynie Tomek był przytomny. Słyszałam jak chodził w te i we wte. Wyszedł lekarz. Zaczął coś tam paplać ale i tak nikt go nie słuchał. Jedynie co zrozumiałam, to że Szymek wybudza się z narkozy. Jednak nie możemy sie z nim widzieć. Rodzice bliźniaków poszli do bufetu napić się kawy. Zostaliśmy ja, Roxy i Tomek. Gdy tylko lekarz odszedł wparowałam do sali gdzie leżał Szymon. Na jego widok zaczęłam płakać. Kilka godzin temu jeszcze śmiał się ze mnie jak prowadze kuca a teraz ledwo otwiera oczy. Siadłam przy jego łóżku. Położyłam głowe obok jego ramienia. Przespałam całą noc przy nim.
_____________________________________
Mamy kolejny rozdział. Wiem że tak bardzo nie jest koński ale jutro to nadrobimy :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz