Nowy mieszkaniec stajni
rozdział VI
Po kłótni ze Staśkiem poszłam do stajni po Roxy i poszłyśmy do domu. A on tylko stał i gapił się co my robimy. Nawet nie było mi go żal. Niech sobie śpi gdzie chce ale na pewno nie u nas w domu. W sumie to nie wiem gdzie będzie nocował. Nie obchodzi mnie to. Poszłyśmy do mojego pokoju, wypiłyśmy kakao i resztę nocy przegadałyśmy. Odbudowałyśmy szczątki stadniny moich koni schleich bo mi samej źle to wyszło. Nastał nowy dzień. Ledwo się obudziłam a ty Tomek puka w okno. Jejku co ten człowiek chce o 6 rano?? Mamy piątek, ja chce spać. Jakoś sie poczołgałam do okna, otworzyłam je.
-Szybko chodźcie to zobaczyć.
- Ale co ?!
- Zaraz zobaczycie.
- No dobra czekaj zawołam Roxy bo ona chyba tam zasnęła w łazience.
-Okey.
Zebrałyśmy się i wyszłyśmy na dwór. No i co ja widze? Mój durn braciszek jest pijany i siedzi w stajni. Myślałam że padne ze śmiechu. Ciekawe co zrobi jak się ocknie. Musiałam coś wymyśleć żeby jak najszybciej stąd odjechał. No i mam pomysł! Każdemu go przedstawiłam i nikt nie miał nic przeciwko. No więc najpierw go troszeczkę nasmarowaliśmy olejkami do grzyw co mocna śmierdzą ale dają znakomity efekt. Potem wyłożyliśmy jeden boks zużytą słomą, wprowadziliśmy tam tego samego źrebaka co na mnie napadł i wsadziliśmy tam Staśka. Biedak nawet nie wie jak otworzyć boks. Jednak mieliśmy mały problem, Olka. Jak się o wszystkim dowie to od razu powie ojcu. Musiałam na nią coś mieć. Powiedziałam jej że hucuł Ludmił jest chory. Tak po jakiejś godzince Stasiek się obudził. Ja nie moge, piszczał jak dziewczynka. Każdy się z niego śmiał. W tym samym czasie przyszła Ludmiła. Wzięła swojego konia i poszła na padok. Teraz Olka zobaczy że Batonik nie jest chory. No i się zaczęło. Od razu awantura że ją okłamałam. Zmyśliłam jej że Berta rodzi. Jejku skąd mi się biorą te pomysły. Tylko że to akurat nie był pomysł. Najwyraźniej Berta nie jest perszeronem tylko w ciąży. To nawet nie jest mój koń, żeby odbierać poród. Jednak musiałam to zrobić. Szymon poszedł odwołać wszystkie lekcje na dzisiaj ustalone, wywiesił znak że zamknięte i zamknął bramę wjazdową żeby nikt nie wjechał.Ja i Roxy zadzwoniłyśmy po weta, a Tomek został przy klaczy na wpadek gdyby coś się stało. Weterynarz przyjechał w samą pore bo poród się zaczął.Kiedyś już widziałam poród konia, ale nie brałam w nim udziału. Sporo czasu minęło gdy źrebię przyszło na świat. Wyszedł taki fajny mały ogierek, chyba pół krwisty. Miał dość chude kończyny, a przecież jego matka jest zimnokrwista. Weterynarz powiedział że mały będzie siwy.Chciał wypisać metryczkę tylko że ja nie wiem nic na temat jego ojca i matki. Wiem jedynie że należy do pana Antka. Zadzwoniłam do właściciela klaczy i powiedział że klacz nazywa się w papierach Historia, ma 11 lat itp. Przykryliśmy malucha kocami. Siedzieliśmy przy nim do wieczoru.
__________________________
Kolejny rozdział. Trochę dziwny bo dopiero jak pisałam wpadł mi do głowy pomysł z porodem :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz