Rywalka
rozdział IX
~Po świętach ~
Justyna i Gośka zamieszkały z nami. Masakra. Ojciec powiedział że Gośka dostanie swojego konia, a ja mam go przyuczać do siodła. Mają go jutro przywieść. A co najgorsze musze dzielić z nią pokój. Położyłam się spać, ale Roxy przyszła i nie była sama. Szymon i Tomek też przyszli. Gośka miała minę że nie powiem co. Poszłam do kuchni przynieść jakieś jedzenie i cole, a Gośka poszła za mną. Od razu awantura że muszę się jej pytać czy mogą wejść. Wróciłam do pokoju i zaczęliśmy w piątkę oglądać "Zaklinacza Koni". Nad ranem wszystkich obudziła Olka. Powiedziała że ojciec się już pakuje i w nocy znowu wyjeżdża a Justyna razem z nim.
- A co z nią?- zapytałam (oczywiście chodziło o Gośkę)
-Zostaje z nami.-powiedziała Olka
Wkurzyłam się. No nic trzeba będzie to jakoś przeżyć. Poszliśmy do stajni. Wtedy przyjechał koniowóz. Wyprowadzili karo srokatą klacz rasy angloarab. Gośka zaprowadziła ją do boksu. Klacz miała ze 4 lata. Z tego samego koniowozu wyszła nowa klacz Olki. Też kuc szetlandzki, tym razem srokaty. Przyjechała Lisa. Dawno jej nie widzieliśmy. Tłumaczyła się że była chora. Wyprowadziła Rona i go osiodłała. Popędziła z nim na maneż. Ja i Roxy zajęłyśmy się klaczą. Zdenerwowana szczotkowałam ją. włożyłam na nią pas do lonżowania. No i przyszła Ludmiła. Gorzej nie mogło być. Weszła do boksu Batonika. Biedak chciał uciec, ale nie udało mu się to. Wsiadła na niego i podjechała do mnie.
-Oooo... co ja widze?? Mia pracuje.
-O co ci chodzi???
-Lepiej nie będe z tobą rozmawiać bo się jeszcze czymś zaraże.
Odjechała. Gośka powiedziała że klacz ma się nazywać Siesta. Poszłyśmy razem ze Siestą na padok. Zaczęłam ją lonżować. Najpierw kilka okrążeń stępem. Potem zmieniłyśmy stronę i kłusem. Lonżowałam ją dalej i zobaczyłam Szymona rozmawiającego z Gośką. Ciekawe o czym tak rozmawiali. Wyglądało to tak jakby flirtowali.
* * *
W domu przygotowałam kolację. Zaprosiłam Lisę. Gdy jedliśmy listonosz przyniósł jakiś list. To było pozwanie. Pan Antek nas pozwał do sądu, ponieważ uprowadziłam jego klacz i przywłaszczyłam jego źrebię. Rozprawa ma być za tydzień. Same kłopoty. Wróciłam do stołu. Nikomu o tym nie powiedziałam. Po kolacji, gdy każdy już wyszedł poszłam do stajni. Chciało mi się płakać. Poszłam do Diabla. Ruszyłam na nim prosto nad jeziorko. Pędziłam przed siebie nie odwracając się. Stanęłam na chwilę. Usłyszałam coś. Jakieś dziwne odgłosy. Rozejrzałam się. Na drugim brzegu jeziorka Ludmiła z kimś rozmawiała. Nikogo tam nie było oprócz niej. Pewnie rozmawiała przez telefon. W ręku miała jakiś papier. Miałam już iść gdy nagle usłyszałam : " No to okey, Mia na pewno uwierzyła w ten pozew". To ona wszystko wykombinowała, żebym miała kłopoty. To co trzymała w ręku na pewno były to kopie pozwu.
___________________________________
No to proszę macie kolejny rozdział. Następny rozdział opublikuję gdy pod tym będzie minimum 1 komentarz :)
- A co z nią?- zapytałam (oczywiście chodziło o Gośkę)
-Zostaje z nami.-powiedziała Olka
Wkurzyłam się. No nic trzeba będzie to jakoś przeżyć. Poszliśmy do stajni. Wtedy przyjechał koniowóz. Wyprowadzili karo srokatą klacz rasy angloarab. Gośka zaprowadziła ją do boksu. Klacz miała ze 4 lata. Z tego samego koniowozu wyszła nowa klacz Olki. Też kuc szetlandzki, tym razem srokaty. Przyjechała Lisa. Dawno jej nie widzieliśmy. Tłumaczyła się że była chora. Wyprowadziła Rona i go osiodłała. Popędziła z nim na maneż. Ja i Roxy zajęłyśmy się klaczą. Zdenerwowana szczotkowałam ją. włożyłam na nią pas do lonżowania. No i przyszła Ludmiła. Gorzej nie mogło być. Weszła do boksu Batonika. Biedak chciał uciec, ale nie udało mu się to. Wsiadła na niego i podjechała do mnie.
-Oooo... co ja widze?? Mia pracuje.
-O co ci chodzi???
-Lepiej nie będe z tobą rozmawiać bo się jeszcze czymś zaraże.
Odjechała. Gośka powiedziała że klacz ma się nazywać Siesta. Poszłyśmy razem ze Siestą na padok. Zaczęłam ją lonżować. Najpierw kilka okrążeń stępem. Potem zmieniłyśmy stronę i kłusem. Lonżowałam ją dalej i zobaczyłam Szymona rozmawiającego z Gośką. Ciekawe o czym tak rozmawiali. Wyglądało to tak jakby flirtowali.
* * *
W domu przygotowałam kolację. Zaprosiłam Lisę. Gdy jedliśmy listonosz przyniósł jakiś list. To było pozwanie. Pan Antek nas pozwał do sądu, ponieważ uprowadziłam jego klacz i przywłaszczyłam jego źrebię. Rozprawa ma być za tydzień. Same kłopoty. Wróciłam do stołu. Nikomu o tym nie powiedziałam. Po kolacji, gdy każdy już wyszedł poszłam do stajni. Chciało mi się płakać. Poszłam do Diabla. Ruszyłam na nim prosto nad jeziorko. Pędziłam przed siebie nie odwracając się. Stanęłam na chwilę. Usłyszałam coś. Jakieś dziwne odgłosy. Rozejrzałam się. Na drugim brzegu jeziorka Ludmiła z kimś rozmawiała. Nikogo tam nie było oprócz niej. Pewnie rozmawiała przez telefon. W ręku miała jakiś papier. Miałam już iść gdy nagle usłyszałam : " No to okey, Mia na pewno uwierzyła w ten pozew". To ona wszystko wykombinowała, żebym miała kłopoty. To co trzymała w ręku na pewno były to kopie pozwu.
___________________________________
No to proszę macie kolejny rozdział. Następny rozdział opublikuję gdy pod tym będzie minimum 1 komentarz :)