sobota, 28 grudnia 2013

                                             Rywalka

                                 rozdział IX

~Po świętach ~  
Justyna i Gośka zamieszkały z nami. Masakra. Ojciec powiedział że Gośka dostanie swojego konia, a ja mam go przyuczać do siodła. Mają go jutro przywieść. A co najgorsze musze dzielić z nią pokój. Położyłam się spać, ale Roxy przyszła i nie była sama. Szymon i Tomek  też przyszli. Gośka miała minę że nie powiem co.  Poszłam do kuchni przynieść jakieś jedzenie i cole, a Gośka poszła za mną. Od razu awantura że muszę się jej pytać czy mogą wejść. Wróciłam do pokoju i zaczęliśmy w piątkę oglądać "Zaklinacza Koni". Nad ranem wszystkich obudziła Olka. Powiedziała że ojciec się już pakuje i w nocy znowu wyjeżdża a Justyna razem z nim. 
- A co z nią?- zapytałam (oczywiście chodziło o Gośkę)
-Zostaje z nami.-powiedziała Olka
Wkurzyłam się. No nic trzeba będzie to jakoś przeżyć. Poszliśmy do stajni. Wtedy przyjechał koniowóz. Wyprowadzili karo srokatą klacz rasy angloarab. Gośka zaprowadziła ją do boksu. Klacz miała ze 4 lata. Z tego samego koniowozu wyszła nowa klacz Olki. Też kuc szetlandzki, tym razem srokaty. Przyjechała Lisa. Dawno jej nie widzieliśmy. Tłumaczyła się że była chora. Wyprowadziła Rona i go osiodłała. Popędziła z nim na maneż. Ja i Roxy zajęłyśmy się klaczą. Zdenerwowana szczotkowałam ją. włożyłam na nią pas do lonżowania. No i przyszła Ludmiła. Gorzej nie mogło być. Weszła do boksu Batonika. Biedak chciał uciec, ale nie udało mu się to. Wsiadła na niego i podjechała do mnie. 
-Oooo... co ja widze?? Mia pracuje.
-O co ci chodzi???
-Lepiej nie będe z tobą rozmawiać bo się jeszcze czymś zaraże.
Odjechała. Gośka powiedziała że klacz ma się nazywać Siesta. Poszłyśmy razem ze Siestą na padok. Zaczęłam ją lonżować. Najpierw kilka okrążeń stępem. Potem zmieniłyśmy stronę i kłusem. Lonżowałam ją dalej i zobaczyłam Szymona rozmawiającego z Gośką. Ciekawe o czym tak rozmawiali. Wyglądało to tak jakby flirtowali.

                                             * * *

W domu przygotowałam kolację. Zaprosiłam Lisę. Gdy jedliśmy listonosz przyniósł jakiś list. To było pozwanie. Pan Antek nas pozwał do sądu, ponieważ uprowadziłam jego klacz i przywłaszczyłam jego źrebię. Rozprawa ma być za tydzień. Same kłopoty. Wróciłam do stołu. Nikomu o tym nie powiedziałam. Po kolacji, gdy każdy już wyszedł poszłam do stajni. Chciało mi się płakać. Poszłam do Diabla. Ruszyłam na nim prosto nad jeziorko. Pędziłam przed siebie nie odwracając się. Stanęłam na chwilę. Usłyszałam coś.  Jakieś dziwne odgłosy. Rozejrzałam się. Na drugim brzegu jeziorka Ludmiła z kimś rozmawiała. Nikogo tam nie było oprócz niej. Pewnie rozmawiała przez telefon. W ręku miała jakiś papier. Miałam już iść gdy nagle usłyszałam : " No to okey, Mia na pewno uwierzyła w ten pozew". To ona wszystko wykombinowała, żebym miała kłopoty. To co trzymała w ręku na pewno były to kopie pozwu. 

___________________________________
No to proszę macie kolejny rozdział. Następny rozdział opublikuję gdy pod tym będzie minimum 1 komentarz :)

wtorek, 24 grudnia 2013

                                         Święta z tatą.

                                rozdział VIII

~ Kilka miesięcy później ~
 Po paru miesiącach wróciliśmy do normalnego życia. Zbliżały się święta więc trzeba było ubrac sajnie, wyczyścic zwierzaki i ich boksy. Jedynie z Lady był kłopot. Nie chciała wyjśc ze swojej zagrody. No nic później się jakoś ją wybawi. Ja z Roxy wyprowadziłyśmy wszystkie konie na padok. Chłopaki pojechali z sąsiadami po choinke, a Olka i Antoś próbowali wynieśc Lady na dwór. Troche nam zeszło. Musiałyśmy pozamiatac, wyłożyc boksy słomą, napełnic żłoby i powstawiac do każdego boksy lizawkę. Wtedy Olka przybiegła i powiedziała że  ktoś do mnie dzwoni. To buł tata. Przyjeżdża na święta. Najwyraźniej sobie przypomniał że ma dzieci. Pewnie Stasiek też przyjedzie. I tak oto w jednej chwili święta obrzydły mi. Trzeba naszykowac pokój dla Staśka. Nadszedł wieczór. Chłopaki przywieźli choinkę, Roxy z Antosiem poszła do domu, a ja z Olką zaczęłyśmy ubierac choinke. Po jakiejś godzince pod dom przyjechała czerwona Scoda. To Stasiek. Olka go wpuściła i zaraz po nim nadjechało czarne BMW. "Ojciec" pomyślałam, ale z samochodu wysiadła kobieta. Pierwszy raz ją na oczy widziałam i wtedy wyszedł tata. Zapukali do drzwi. Otworzyłam im, a on powiedział; " Majunia! jak ja cie dawno nie widziałem!" . I jeszce dodał : " O.. to moja dziewczyna Justyna polubicie się, a wiesz co też ma córkę w twoim wieku. Co?!
                                    
                                                  * * * 

Jak on mógł. Dopiero co stracił żone już chce następną? Pobiegłam do pokoju. Zawołałam Roxy bo mieszkałyśmy po sąsiedzku więc wystarczy żeby otworzyła okno.  Ona też nie mogła uwierzyc że on ma dziewczyne. I może jeszcze ta jej córka zamieszka z nami. Mowy nie ma. Już nie lubie tej baby. Przywiozła prezenty żeby zrobic dobre wrażenie. Jutro ma przyjechac z tą swoją córką.  Zawołał mnie tato.
-Czego ?
-Wypadało by trochę ładniej mówic.
- Bo co, myślisz że ta twoja JUSTYNKA zamieszka z nami? Chyba jak świnie zaczną latac.
-Kochanie!
-Co ?! Nie nie zgadzam się żeby ona i jej ta córka tutaj zamieszkały, żeby tu spędziły święta i żeby miały cś wspólnego z tobą. Nie!
-A to niby dlaczego?
-Bo...bo nawet nie minęła ci żałoba po mamie i już chcesz miec nową żonę.
-Majcia...
-Nawet tak do mnie nie mów. I jeśli one się wprowadzą to ja się wyprowadze. A chyba tego nie chcesz??
Nie wiedział co powiedziec. Wróciłam do pokoju. Co za palant. Nazajutrz było jeszcze gorzej. Nie przyszłam na śniadanie. Gdy reszta pojechała do sklepu i po córke Justyny poszłam do stajni. Prawie każdy koń już nie spał. Jedynie to chyba Cyjanek i Berta spali. Podeszłam do boksu Diabla. Weszłam do niego. Założyłam halter i wyprowadziłam go. Wsiadłam. Nie wiedziałam dokąd mam jechac, więc pognałam przed siebie. Diablo pędził co raz szybciej. Zajechaliśmy do lasu. Kiedyś jako młody źrebak ganiał po nim jak oszalały. W tej samej chwili zaczął padac śnieg. Las ślicznie wygląda o tej porze roku. Zeszłam z Diabla. Śniegu było dośc sporo więc spokojnie można było żucac się śnieżkami. Chciałam troche sie "ponacierac" i Diabla tak samo, ale zadzwonił ojciec. Musiałam wracac. Gdy zajechałam do stajni nikogo nie widziałam. Zaprowadziłam Diabla do boksu i wtedy stanął za mną ojciec.
-Maja chciałbym ci przedstawic Alicję.
- Taaa cześc.
-Cześc.- od razu powiedziała to z taką pewnością, widac było że to panna z wyższych sfer.
-To ja was zostawię same, poznajcie się pogadajcie sobie. - i sobie ojciec poszedł.
Zaczęłam czyścic grubego, a ona zaczęła coś paplac że jaka piękna nasza stajnia. Przyszła Roxy.
-Heej - jak zwykle powiedziała wchodząc do stajni.
-Hej.
-Oooo.... widze że mamy nowego ktosia w stajni.
Nie powiedziałam nic. Zawołałam Roxy do boksu. Powiedziałam jej że to córka Justyny i tak dalej. Gośka nam się przypatrywała i co chwile gadała że nie umiemy czyścic koni, jak my te owijki zakładamy, nie umiemy pleśc grzywy itd. Wkurzała mnie i w końcu nie mogłam wytrzmac.
-Skoro my nic nie umiemy to nam pokaż. Pokaż jak jeździsz.
-Okey.
-Tylko my wybierzemy konia.
Wyprowadziłam jej Batonika Ludmiły. Jest bardzo przestraszony i porywczy. Na początku miała go wyczyścic. Hucułek nie chciał współpracowac. Biegał po całej stajni. Ale miałyśmy ubaw. W końcu musiałyśmy zaprzestac. Dziś wigilia. Roxy poszła już do domu. Mamy razem po wigilii iśc do stajni. 

____________________________
Okey. Świąteczny rozdział specjalnie dla was. I z tej okazji chciałabym wam życzy wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku :* :*

czwartek, 19 grudnia 2013

                                           Problemy

                              rozdział VII

 Po męczącym dniu wszyscy chcieliśmy odpocząć. Jednak to nie było możliwe. Obiecałam Olce że popracuje z Gruszką. Szymon został ze mną. Poszłam po kucyka, wyczesałam ją osiodłałam i poszliśmy na halę. Diablo już tam latał. Gruszka chciała się do niego przyłączyć. Tak jak jej właścicielki nienawidziłam tego kuca. Rozpieszczony, nic nie można obok niego robić bo kopie. Niestety mogłam pracować z nim tylko na lonży bo gdybym na niego wsiadła skończyło by się to nieszczęśliwie dla nas obu. Miałam starą metodę którą wypracowała moja mama. Wypchałam jeden worek piaskiem, który ważył prawie tyle samo co Olka. Wsadziłam worek na Gruszke i zabezpieczyłam go sznurkiem żeby nie spadł. Zaczęłam ją lonżować. W stępie chodziła bardzo dobrze, ale w kłusie wszystko się psuło. Zaczęła brzydko odchylać się w lewo. Niepokoiło mnie to. Szymon powiedział żebym ją zatrzymała. Sprawdził jej kopyta i wydawały się w porządku. Nic nie było widać. Chciał opuścić jej kopytko i tu kopnęła go w brzuch. Od razu zwiała. Szymon zwijał się z bólu. Zadzwoniłam po pogotowie. Przyjechali po prawie godzinie. Byłam wkurzona. Nie mogli szybciej? Od razu zabrali go do szpitala. Chciałam jechać z nim ale mi nie pozwolono. Co miałam zrobić? Nie moge  jeździć samochodem, ale na koniu moge. Nawet nie siodłałam Diabla, jedynie założyłam mu ogłowie i wodze. Cwałowałam, i co ja słysze? Policja każe mi się zatrzymać. No co im odwaliło? Przekroczyłam prędkość?! Wlepili mi mandat za zbyt szybką jazdę. Powinni zmienić nam rejonowych. No nic musiałam pędzić. Dojechałam w samą porę. Akurat wjechali z Szymkiem do szpitala. Na szczęścia stał parkingowy więc mam komu zostawić Diabla. Podjechałam do niego.
-Może pan go popilnować?
-A..a..ale to jest koń!
- Dzięki!
Bez sensu ta rozmowa. No nic pobiegłam do środka. Podeszłąm do recepcjonistki, a ta powiedziała że Szymon będzie mieć natychmiastową operacje. Serce mi zamarło. Zadzwoniłam do rodziców Szymka i Tomka. Roxy została poinformowana wcześniej. Szybko przyjechała. Rodzice bliźniaków przyjechali zaraz po niej.  Przeczekaliśmy kilka godzin i nic. Operacja trwała. Niestety musiałam wracać nakarmić konie i zaprowadzić Olke do sąsiadów, żeby nie bała się być sama w domu. Roxy i tata chłopaków pojechał razem ze mną. Zaprowadziłam Diabla do boksu i nakarmiłam reszte koni. Nasza Berta i jej źrebak najwyraźniej już spali bo nawet klacz nie podchodziła do żłobu. Musiałam nakryć ją derką. Troche czasu mi zeszło nad tym. W końcu żeby znaleźć derkę pasującą na zimnokrwistego konia trudno znaleźć. Na szczęście mieliśmy kilka takich. Skończyłam. Jeszcze tylko poszłam spakować Olke i zaprowadziłam ją do sąsiadów. W tym czasie Roxy przygotowała jakieś kanapki, bo to może być długa noc spędzona w szpitalu. Przyjechaliśmy.  Lekarz wyszedł i powiedział że Szymon wyjdzie z tego, ale to troche potrwa. Na razie nie możemy do niego przyjść. Płakać mi się chciało. I pomyśleć że to wszystko przez kuca Olki. Postanowiłam sprzedać Gruszke. Olka będzie musiała się z tym pogodzić. Nie możemy trzymać takich koni. Po jakiś trzech godzinach ja i Roxy zasnęłyśmy. Rodzice chłopaków najwyraźniej też drzemali. Jedynie Tomek był przytomny. Słyszałam jak chodził w te i we wte. Wyszedł lekarz. Zaczął coś tam paplać ale i tak nikt go nie słuchał. Jedynie co zrozumiałam, to że Szymek wybudza się z narkozy. Jednak nie możemy sie z nim widzieć. Rodzice bliźniaków poszli do bufetu napić się kawy. Zostaliśmy ja, Roxy i Tomek. Gdy tylko lekarz odszedł wparowałam do sali gdzie leżał Szymon. Na jego widok zaczęłam płakać. Kilka godzin temu jeszcze śmiał się ze mnie jak prowadze kuca a teraz ledwo otwiera oczy. Siadłam przy jego łóżku. Położyłam głowe obok jego ramienia. Przespałam całą noc przy nim.

_____________________________________
Mamy kolejny rozdział. Wiem że tak bardzo nie jest koński ale jutro to nadrobimy :)

poniedziałek, 16 grudnia 2013

niedziela, 15 grudnia 2013

                 Nowy mieszkaniec stajni

                           rozdział VI
                      
Po kłótni ze Staśkiem poszłam do stajni po Roxy i poszłyśmy do domu. A on tylko stał i gapił się co my robimy. Nawet nie było mi go żal. Niech sobie śpi gdzie chce ale na pewno nie u nas w domu. W sumie to nie wiem gdzie będzie nocował. Nie obchodzi mnie to. Poszłyśmy do mojego pokoju, wypiłyśmy kakao i resztę nocy przegadałyśmy. Odbudowałyśmy szczątki stadniny moich koni schleich bo  mi samej źle to wyszło. Nastał nowy dzień. Ledwo się obudziłam a ty Tomek puka w okno. Jejku co ten człowiek chce o 6 rano?? Mamy piątek, ja chce spać. Jakoś sie poczołgałam do okna, otworzyłam je. 
-Szybko chodźcie to zobaczyć.
- Ale co ?!
- Zaraz zobaczycie.
- No dobra czekaj zawołam Roxy bo ona chyba tam zasnęła w łazience.
-Okey.
Zebrałyśmy się i wyszłyśmy na dwór. No i co ja widze? Mój durn braciszek jest pijany i siedzi w stajni. Myślałam że padne ze śmiechu. Ciekawe co zrobi jak się ocknie. Musiałam coś wymyśleć żeby jak najszybciej stąd odjechał. No i mam pomysł! Każdemu go przedstawiłam i nikt nie miał nic przeciwko. No więc najpierw go troszeczkę nasmarowaliśmy olejkami do grzyw co mocna śmierdzą ale dają znakomity efekt. Potem wyłożyliśmy jeden boks zużytą słomą, wprowadziliśmy tam tego samego źrebaka co na mnie napadł i wsadziliśmy tam Staśka. Biedak nawet nie wie jak otworzyć boks. Jednak mieliśmy mały problem, Olka. Jak się o wszystkim dowie to od razu powie ojcu. Musiałam na nią coś mieć. Powiedziałam jej że hucuł Ludmił jest chory. Tak po jakiejś godzince Stasiek się obudził. Ja nie moge, piszczał jak dziewczynka. Każdy się z niego śmiał. W tym samym czasie przyszła Ludmiła. Wzięła swojego konia i poszła na padok. Teraz Olka zobaczy że Batonik nie jest chory. No i się zaczęło. Od razu awantura że ją okłamałam. Zmyśliłam jej że Berta rodzi. Jejku skąd mi się biorą te pomysły. Tylko że to akurat nie był pomysł. Najwyraźniej Berta nie jest perszeronem tylko w ciąży. To nawet nie jest mój koń, żeby odbierać poród. Jednak musiałam to zrobić. Szymon poszedł odwołać wszystkie lekcje na dzisiaj ustalone, wywiesił znak że zamknięte i zamknął bramę wjazdową żeby nikt nie wjechał.Ja i Roxy zadzwoniłyśmy po weta, a Tomek został przy klaczy na wpadek gdyby coś się stało. Weterynarz przyjechał w samą pore bo poród się zaczął.Kiedyś już widziałam poród konia, ale nie brałam w nim udziału. Sporo czasu minęło gdy źrebię przyszło na świat. Wyszedł taki fajny mały ogierek, chyba pół krwisty. Miał dość chude kończyny, a przecież jego matka jest zimnokrwista. Weterynarz powiedział że mały będzie siwy.Chciał wypisać metryczkę tylko że ja nie wiem nic na temat jego ojca i matki. Wiem jedynie że należy do pana Antka. Zadzwoniłam do właściciela klaczy i powiedział że klacz nazywa się w papierach Historia, ma 11 lat itp. Przykryliśmy malucha kocami. Siedzieliśmy przy nim do wieczoru.

__________________________
Kolejny rozdział. Trochę  dziwny bo dopiero jak pisałam wpadł mi do głowy pomysł z porodem :) 

wtorek, 10 grudnia 2013

                                               Masakra

                                                          rozdział V

No nie! To miały być udane wakacje. A teraz wszystko przepadło bo mój durny braciszek uświadomił sobie że ma rodzine. Wieczorem byłam tak wściekła że zniszczyłam moją tekturową stadninę koni schleich. Olka tak sie ze mnie brechtała że jaj połowe włosów ściełam. Ma za swoje. Teraz wygląda jak jakiś popapraniec. Następnym razem będzie łysa ! To mi sie akurat udało. Byłam zmęczona, ale koni nawet tych figurkowatych nie zostawie bez dachu nad głową. Musiałam odbudować stadnine. Wzięłam gorący klej, taśme i nowe kartony. Zeszło mi tak z godzinkę. Tylko że jednemu hanowerkowi odpadł ogon. Szkoda mi go było. Postanowiłam że zachowam się jak wiedźma i wykorzystam włosy Olki. Wzięłam mały pęczek jej włosów i klej. Konik był jak nowy a jego nowy ogon pachniał wanilią. Nie chciało mi się nawet do łóżka wejść. Z paluchami całymi w kleju i włosach Olki położyłam się spać. Nie mogłam zasnąć. Co mam robić o 1.00 w nocy? Poszłam do stajni. Konie spały, tylko że jakby źrebaki coś wyczóły. Tylko co?  Weszłam do Diabla bo jak on sie przestraszy to będzie chciał mnie bronić, ale tylko tak przypuszczam bo kiedyś go tego uczyłam. Obok boksu Diabla był boks Fakira.  Jego rybie oczko stało się dosłownie czarne. To dlatego że spał, a ma łatkę na oku. Wydawało mi się tylko. Usłyszałam szlochanie. Rozglądam się i co ja widze? Roxy płacze w boksie Fakira. Podeszłam do kraty. 
-Roxy co się dzieje?
-On mnie żucił, bo zobaczył jak się całuje z Tomkem.
-Ale kto?
- No on, nie jestem w stanie wypowiedzieć jego imienia.
-Okey. Ale kto mógł zrobić zdięcia?
-Nie wiem!- i zaczęła ryczeć.
Musiałam pomyśleć i wtedy do głowy wpadł mi pomysł.
-Chodźmy do szatni, zobaczymy czy ktoś w szafce nie ma aparatu.
-Jeśli to konieczne.
No więc poszłyśmy. Weszłyśmy do szatni, tylko jeden mały problem. Tych szafek było za dużo. Ale ja głupia jestem. Przecież moge zobaczyć w terminazu kto wtedy jeździł. Pobiegłam do biura po terminarz. Otworzyłyśmy szafki. Każda była pusta z wyjątkiem jednej. Ludmiły. To przecież oczywiste. Wzięłam aparat i usunęłam zdjęcia, zabrałam karte pamięci, baterie i wogule skonfiskowałam jej cały sprzęt. Tylko ona może wejść wszędzie i zabrać go. Kurde co by tu zrobić. A przecież mamy sporą górkę końskiego "kału". Zaczęłyśmy się brechtać. Ona nawet po swoim koniu nie sprząta a co dopiero łazić bo tym. Wróciłyśmy do stajni.Usłyszałyśmy baardzo żałosny klakson samochodu. Od razu wiedziałam co się święci. Jedyna ochrona przed nim to konie. Stasiek ich się bardzo boi. Musiałam wyjść. Roxy została.
-No cześć Majunia, jak ja cie dawno widziałem!
-Daruj sobie.
-O.. widze że wkurzać to ty jeszcze umiesz.
-Po co tu przyjechałeś? Mamy już nie ma i nikt ci objadków nie będzie gotował!
-Spokojnie! A gdzie Oleńka?
- Oooo .. W końcu rodziną zacząłeś sie interesować?
-Maja przestań!
-Bo co zabronisz mi??
-Tak zabronie! Co dalej trzymacie te zwierząta może byście je wypuścili?
-Chcesz moge je wypuścić.
-Tego nie powiedziałem.
-Gdzie zamierzasz spać bo je cie do domu nie wpuszcze.
-Poszukam wolnego pokoju u pana Antka.
-Oooo to nie słyszałeś? Pan Antek wyjechał.
-To nic poszukam u kogoś innego.
- Nikt inny nie zechciałby takiego matoła u siebie.
-Przeginasz.
-Doprawdy?
-Tak. Przestań się ze mną kłócić. Masz mnie wpuścić do domu.
-O zapomniałam, mam miejsce wolne.....
- Gdzie? - powiedział z nadzieją.
-.......w stajni , na sianie.

_______________________________________
Hej no kolejny rozdział za nami, tym razem Mia nie ugieła się przed swoim bratem.


                             Nowy ktos.

                       rozdział IV

Przyjechała! Fajnie było zobaczyć nowego członka ekipy. Na pierwszy rzut oka wydawała się taka jakby przestraszona i dziwna.
-Hej jestem Mia... to znaczy Maja, a to Roxy , Szymon i Tomek, a no i tam na hali moja siostra Olka.
-Hej. Jee.. jestem Iza.
- Troche sztywne imie.- jak zwykle Roxy wypaplała.- Może Lisa?
- No nie wiem, pomyśle....
- To wy tam sobie gadajcie a my z Szymkiem wyprowadzimy twojego konia. 
Chłopaki poszli i wyprowadzili sweetaśnego ogierka małopolaka. Taki siuwusek, że białasek. Ja z Roxy poszłyśmy oprowadzić Lise po stajni. Nie chciało mi się tego specjalinie robić więc przy najbliższej okazji zmyłam się do Diabla. Podeszłam do jego boksu otworzyłam drzwiczki i weszłam do środka. Przywitałam się z Dużym. Założyłam mu halter bo jedynie on mieścił się na jaego głowie. Dopiełam uwiąz i poszłam z nim na spacer. Mijaliśmy łąki i gospodarstwo agroturystyczne pana Antka. Też ma konie tylko on je trzyma żeby ludzie je podziwiali. Ma wnuczke Ludmiłe. Jest strasznie zarozumiała ale za to ładna tylko że sztucznie. Niestety jeździ u nas i podrywa chłopaków. Jej koń to niespełna 4-letni Hucuł. Śmiać mi się chciało jak go zobaczyłam. Gorzej jeździ niż wygląda. Wygląda jak pijana na koniu. Ale dość o niej. Szłam z Diablem obok gospodarstwa i tu sobie na ulice wybiega stars klacz pana Antka, Berta. Taka fajna zimnokrwista klacz rasy perszeron. Chciałam ją zagnać na teren gospodarstwa. Udało mi sie to, wtedy poszłam do domu pana Antka żeby to zgłosić. Nikogo nie było w gomu.  Troche się przestraszyłam bo co ja zrobie z koniem zimnokrwistym? Jeszcze oskarżą mnie że ją wypuściłam i sama pasła się na trawniku. Musiałam ją wziąć ze sobą do stajni. Wiem co sobie Olka pomyśli " O Mia kupiła nowego konia!!" . Jejku co za dzieciak. Wróciłam do stajni , a tu Lisa takie wielkie oczy zrobiła, jakby nigdy konia zimnokrwistego na oczy nie widziała. Wprowadziłam Berte do pustego boksu , a Diabla puściłam na maneż. Wieczorem zadzwoniłam do pana Antka ale on nie odbierał. Zawołałam Olke.
-Olka!!
-Co?!
-Jeżeli tato by dzwonił nic nie mów o Bercie okey?
- Okey. A czemu mam mu nie mówić?
-Bo jak powiesz to zetne ci włosy, chcesz?
-Nieee.
Jestem stanowczą siostrą. W tej samej chwili zadzwonił telefon. Odebrałam. I kogo ja słysze?
Mój durny starszy braciszek Stanisław dzwoni. Myślałam że oszaleje. Oznajmił mi że przyjeżdża. Super! Jeszcze tego nam tu nie brakowało. Co za typ. Przemądrzały student.
____________________________________
Okey. mam nadzieje że fajny rozdział :)

 

poniedziałek, 9 grudnia 2013

                                    Wnerwiona ja.

                               rozdział III

Chłopaki i Roxy weszli do stajni. Nie wiedziałam co robić więc tak jak to na kreskówkach było wskoczyłam do boksu okropnego , narowistego źrebaka. Pomyślałam " Boże co ja robie? Przed kim ja sie tak ukrywam". Teraz to jednak nie było najważniejsze. Źrebak mnie zobaczył, zaczął kopać w ściane , "fikać" koziołki, dębować choć nie udawało mu się to zbytnio. Wystraszyłam się. Pierwszy raz przestraszyłam się konia. Zaczęłam krzyczeć " Stój!" ,"Aaaa!! Pomocy". Roxy , Szymon i Tomek wbiegli do boksu. Zrobiło mi się głupio, zaczerwieniłam się. Tomek uspokoił ogierka, Roxy pomogła mi wstać a Szymon patrzył na mnie. Zrobił się okropnie blady. Byłam na siebie wkurzona. Konia sie zestrachałam. Powinnam go uspokoić. Pobiegłam do domu a Szymon za mną. Co on sie mnie uczepił?
-Mia!
-Odczep sie ! Co chcesz sie pośmiać?
-Nie. Chciałem porozmawiać.
Na pewno chciał rozmawiać o tym.. no o tamtym. 
-Słuchaj jak cię wtedy przytuliłem... to nie było celowo.
-Ta jasne i może jeszcze jesteś Piotruś Pan?
-Na serio. Mia!
-Co?! Mam ci niby wierzyć.
-Tak!
Jeny on chyba na prawde mówił serio.
-Okey, sorry troche mnie poniosło, ale obiecaj mi że już nigdy tak nie zrobisz.
-Dobra.
No i gdy miał iść do stajni podszedł do mnie i mnie pocałował. To już była przesada.
-Ej umawialiśmy się że nie będziesz już tak robił!
-Umawialiśmy się że nie będe cię przytulał a o całowaniu nie było mowy.
Kurde! Mogłam o tym pomyśleć, ale szczerze powiedziawszy ładny z niego chłopak. Wróciłam do stajni. Przy samych drzwiach Szymon mnie zawołał. Nie wiedziałam co chciał. Powiedział żebym popatrzyła na boks Fakira. *O* . Nie mogłam uwierzyć. Moja najlepsza przyjaciółka całuje się z moim najlepszym przyjacielem. To w ogóle tak sie da? Myślałam że oni nic do siebie nie czują. Musze przyznać ze to było troche dziwne. I wtedy do głowy nawiało mi jedną myśl.
-O kurde zapomniałam!
- O czym ?? - pytał Szymek.
-No dzisiaj ta dziewczyna ma przyjechać ze swoim koniem.
-Jaka?
-Izabela. No wiesz ta co była na zawodach, miała takiego fajnego konia co ci sie tak jego chód podobał.
-Aaa ....
-Trzeba przygotować boks. Idź powiadom nasze gołąbeczki, a ja pójde po nowy sprzęt. Po godzinie mieliśmy wszystko gotowe. W samą pore bo Iza i jej koń przjechali.
-----------------------------------------------------
Kolejny rozdział gotowy mam nadzieje że sie wam podoba :)

niedziela, 8 grudnia 2013

                      Niewyjasniona miłosc.

                        Rozdział II

Następnego dnia rozmawiałam z Roxy o tym co się stało. Roxy w kółko o tym samym że Szymon się zapomniał i zrobił to bez żadnego celu, ale ja jak zwykle nie dałam się namówić. Gdy rozmawiałyśmy pomyślałam o tacie i gdzie on może być wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Proszę.-zawołałam
-Cześć córciu, gdzie Ola?
-Tata , gdzie byłeś?!
-A byłem w mieście pozałatwiać pare spraw, ale teraz zawołaj Ole.
-Okey.
Poleciałam po Olke i wróciłyśmy do domu. Myślałam po co ona i ja jestesmy mu teraz potrzebne. Siadłyśmy na kanapie i tata tak z niczego powiedział że wyjeżdża. No zaraz bym mu coś zrobiła, ale wtedy wyjaśnił że jedzie sam i mamy razem z Olką zająć się stanią. Czy on zwariował? Mam 14 lat i mam zając się ponad 20 końmi. Jego piorun trzasnał czy co?! Po rozmowie zaczął się pakować a ja poleciałam do Roksany i wyżaliłam się u niej.
-No nie moge uwierzyć, jaki palant zostawia dzieci i ponad 20 koni same?! - gadałam ze złością.
- No nie martw sie , ja i bliźniaki będziemy wam pomagać :)
-Tylko że Olka powiedziała żebyśmy same się stajnią zajmowały.
- Ale Olka nie musi nas widzieć.
-No okey, powiadomisz bliźniaków, bo jakoś narazie dziwnie sie czuje po wczorajszym.
-Dobra. A kiedy twój tato wyjeżdża?
- Dzisiaj w nocy. Dobra ja lece Olka sama herbaty nawet nie umie zrobić.
-Hehe ,papa .
-Pa.
Jak wróciłam naprawde Olka chciała żebym jej zrobiła herbate. Jeny co za dzieciak. Wieczorem zaprosiłam Roxy i razem oglądałyśmy jakiś melodramat, jedząc frytki. Po skończonym seansie poszłyśmy do mojego pokoju. Nie mogłam zasnąć więc gdy tylko Roxy usypiała budziłam ją. Siedziałyśmy do wyjazdu taty. Smutno mi było jak odjeżdżał ,ale i tak wróci...
... za 2 lata. Nastał kolejny dzień. Obudziłam się jak zwykle w moim łóżku ale tym razem spał obok mnie Szymon. Nagle się obudziłam.
-Aaaa! Roxy !
-Co chcesz?
-Śniło mi sie że spałam z Szymonem.
-Uuuu i co tam robiliście??
-To nie jest śmieszne, ide do stajni może tam nie będe o nim tak myśleć. Jak powiedziałam tak zrobiłam. Podeszłam do boksu Diabla, otworzyłam drzwiczki i weszłam do niego.
-Cześć duży , smacznie sie spało,co?
Zarżał , pewnie to miało znaczyć " TAK". Wypuściłam konie na padok , obudziłam Lady i wyszczotkowałam Diabla i Fakira. Zaraz dołączyła do mnie Roxy a za nią chłopaki.Myślałam że powiedziała Szymonowi o moim śnie. Ukatrupiłabym ją za toale chyba tego nie zrobiła.
___________________________
Okey mamy drugi rozdział ma nadzieje że sie wam spodoba :)

sobota, 7 grudnia 2013

                                                 Złota Podkowa.

                                           Rozdział I

Dzień zaczęłam ja zwykle. Poszłam do łazienki ubrałam się i poleciałam do stajni, w której i tak spędzałam większość czasu. Mój tato jak zwykle mnie zaskakiwał, bo gdy ja wstawałam on spał a gdy przychodziłam do stajni był pierwszy ode mnie.Dziwne troche. Poszłam na hale bo tam jak zwykle mój kochany wałaszek nocował, a ojciec nigdy go do boksu nie zaprowadzał.Poszłam po niego i co ja widze? Moja głupawa młodsza siostra Olka na swoim kucu podjeżdża do mojego Diabla.Pomyślałam sobie "Co ta dziewucha wyrabia". Ze złości nie mogłam ustać , siadłam na bele i tu nagle wyskakuje moja najlepsza przyjaciółka Roxy (Roksana).
-Cześć Mia (Majka)
- Boże przez ciebie zawału można dostać!
-No sory, a co tam młoda dzisiaj zmajstrowała?
-A jak myślisz? Wybrała się na swoim "maciupeńkim" kucu do mojego  coba (irlandzkiego).
-Kopnął ją ?? Spytała z zaciekawieniem.
-Niestety nie.-powiedziałam ze skwaszoną miną.
-A gdzie bliźniaki? (Tak mówiłyśmy na naszych "przyjaciół" podrywali nas ale i tak traktowałyśmy ich jak rodzine).
-Nie wiem ,Szymon dzwonił i powiedział, żebyśmy po objedzie pojechały nad jeziorka.
I tak zrobiłyśmy. Spakowałyśmy kanapki i wode bo jak zwykle nie wytrzymałabym bez picia. Ruszyłyśmy. Ja na moim wałachu Diablu rasy cob irlandzki, a Roxy na jej wałachu Fakirze również cobie. Nasze konie to bracia, ale dosłownie, mają tą samą matke.
Tak po jakiejś godzince dotarłyśmy na miejse, ale nikogo nie zastałyśmy.
- Oszukali nas.-powiedziałam
-I po co my tyle jechałyśmy?
-Wracamy?
-Okey i tak tu nie mamy co robić odkąd ścieli nasze drzewo z domkiem.
Wróciłyśmy. Z nudów poszłyśmy na padok poganiać naszą jedyną koże Lady.I nagle słyszymy chłopaków : Hej księżniczki.
Nie odezwałyśmy się , udając że nie słyszymy. Podeszli do nas , uśmiechnęli się, a ja spytałam :
-Czemu nie było was na jeziorkach, Szymon mówiłeś żebyśmy tam przyjechałyśmy.
-Mówiłem " Przy źrebolkach".
-Aaaa.... Sorry źle cie usłyszałam.
I wszyscy wpadli w śmiech. Nawet Lady. Wtedy Szymon mnie przytulił , a ja pomyślałam "co jest grane, nigdy tak nie robił".

____________________________________________
Okey mamy pierwszy rozdział , mam nadzieje że sie wam spodoba :)