poniedziałek, 24 lutego 2014

                                      Kolejne przeżycia

                                           Rozdział XII , Częśc II


 Nie wiedziałam co powiedziec. Koń był na prawdę piękny, ale i tak nie zapomnę o Diablu. Wróciłyśmy z Roxy do domu. Zaczęłyśmy rozmawiac co będziemy robiły w wolnym czasie skoro szkoła jest zamknięta. Roksana nagle tak z niczego zaproponowała wjazd do jej babci na jezioro.
- Ej będzie fajnie, zobaczysz. Zabierzemy konie i jeszcze Lise, co ?
- No dobra, a jak ojciec się nie zgodzi?
- To zostaw mnie.
- A co będzie z Gośką?
- Nie gadaj że się o nią martwisz.
- No tu masz rację.
Kolejnego dna zaczęłam się pakowac z samego rana. Poszłam do stajni. Weszłam do siodlarni i spakowałam rzeczy Grota w nowiutką skrzynkę na przybory do czyszczenia. Nie zamieżałam jeszcze na nim jeździc. Postanowiłam zacząc naszą znajomośc od pracy z ziemi. Derkę musiałam zapakowac do torby. Po jakiejś godzince przyszła Roxy. Mój tato miał nas zawieśc. Po drodze wstąpiliśmy po Lisę. Jechaliśmy kilka godzin. Konie były bardzo zdenerwowane. Na miejsce dotarłyśmy po południu. Babcia Roksany powitała nas bardzo miło. Wyprowadziłyśmy konie z koniowozu i zaprowadziłyśmy do stajni. Pani Zuzia (babcia Roxy) miała sporą stajnie i padoki. Wróciłyśmy do domu. Babcia robiła kolację a my poszłyśmy na górę umyc się i przebrac w piżamki :3 Lisa szła pierwsza. No i nagle pisk. 
- Aaaa!!!- krzyknęła
- Co jest?! - Odkrzyknęła Roxy
- Tttttaaaa..... tam jest jaszczurka!
- Oj no weź. To tylko taki maluszek.
-Dziewcznki co się tam stało?? - zapytała Babcia
- Tu jakaś jaszczurka jest babciu.
- Aaa to mój Wojtuś, pewnie uciekł z klatki.
- Taa no wiesz tak Lise straszyc.
- No już dobrze idcie się myc i zaraz na kolację. O i jeszcze jedno. Nie wiedziałam że przyjedzie was aż trójka więc niestety będziecie musiały spac razem bo nie przygotowałam wam łóżek.
Poszłyśmy do łazienki. To było dośc obskurne pomieszczenie. Toaleta była dośc mała i miała wcieki. Zamiast przynajmniej brodzika była chyba zabytkowa wanna na pozłoconych nogach. Lustro zaparowane i umywalka brak słów. Każda musiała wejśc osobno bo nie zmieściłybyśmy się wszystkie razem. Troche czasu nam to zajęło. Zeszłyśmy na dół. Czuc było woń przepysznych racuchów z jabłkami i ubitej śmietany. Mniam.
-Siadajcie i jedzcie. - mówiła 
Bardzo lubię panią Zuzię. Jest dla mnie prawie jak babcia. Nawet kazała mi tak się do niej zwracac.  Zjadłyśmy kolację. Babcia siadła z nami w saloniku mikroskopijnych rozmiarów i zaczęłyśmy rozmowę.
- No co tam powiecie? Widzę Majciu że przywiozłaś innego konia niż Diablo, co się stało ?
-Babciu.. Mówiłam ci..- przypomniała jej Roxy
- Aj zapomniałam, ale wiesz co Mia kiedyś mi też się taki coś stało ale to rozmowa na inny temat. 
- A właśnie... ma pani to znaczy Babciu dużą stajnie. Ma pani konie? - zaczęła Lisa
- Nie kochanie, z końmi bym sobie nie poradziła. Ja hoduję kucyki. Falabellę.
-Ooo kocham takie maluchy.
- No dobrze wystarczy. Idźcie już spac.
Jak powiedziała Babcia tak zrobiłyśmy. Weszłyśmy do pokoju. Położyłyśmy się i zgasiłyśmy światło.
-Auuł..! Lisa uważaj!
- To nie ja!
-Roksana..
-Czekaj zapale światło.
Nic nie było widac. Wskoczyłam na łóżko. I tu hałas jakby coś zię złamało. Od łóżka stojącego na środku odpadło zagłowie. Wpadłyśmy w śmiech.
- No nic będziemy musiały tak spac. Zasnęłyśmy. O jakiejś trzeciej w nocy poczułam jakby coś cągnęło mi włosy. Sprawdziłam ręką czy coś mam na  głowie. Nic nie poczułam. Usłyszałam miauknięcie. Podniosłam lekko głowę. Serce mi waliło. Poczułam coś na nogach. I znowu to samo. Zapaliłam latarkę i przyokazji zbudziła się Lisa. Zwróciłam światło na moje nogi. 
- Aaaa to kot.! 
Zwróciłam światło za głowę. Czarne ślepia wpatrywały się we mnie.
- Aaaaa!! Tam coś jest ! Dziewczyny buddzie się!
Podbiegłam do ściany i zapaliłam światło. Zza łóżka wystawał cień. Poruszył się. Tak jakby w naszą stronę. Do pokoju wpadła Babia z gaśnicą.
-Dziewczynki nic wam nie jest ?
- Nam nie ale tam za łóżkiem.....
No i wyszedł słodki kucyk zwany Ciuchcia. To Falabella. Poszłyśmy spac. 

------------------------------------------------
 No wiem że długo czekaliście na ten rozdział ale szkoła i badania wyników. No teraz mam czas więc kilka rozdziałów znajdzie się tutaj w tym tygodniu. Pamiętajcie : Czytasz ----> Komentujesz :) Miłego czytanka :*

poniedziałek, 3 lutego 2014

                                     Kolejne przeżycia.

                                                     rozdział XI

Tego samego dnia, którego spędziłam na pożegnaniu i opłakiwaniu Diabla mój ojciec zdecydował się oskarżyc myśliwego o zabicie konia. Byłam temu przeciwna. Kolejnego dnia o mało się nie spóźniłam na autobus. Wsiadłam w ostatniej chwili. Roxy już na mnie czekała.
-I jak tam ? Lepiej?- pytała ciekawsko
-Taak.... ale możemy o tym nie rozmawiac?? Proszę.
- No dobra.
- A bliźniaki już wsiedli?
-Tak ale są na tyle.
Obejrzałam się do tyłu. Zauważył mnie Szymon. Coś wydało jakiś dziwny odgłos. Wyjęłam telefon. To Szymon ale pisał z telefonu Tomka. Pytał jak tam i czy mi lepiej. Odpowiedziałam tak samo jak do Roksany. Autobus zatrzymał się przed szkołą. Wysiedliśmy i od razu ruszyliśmy w stronę budynku. Nie odstępywałam Roxy na krok. Nie rozmawiałam z nikim. Weszliśmy do szatni. Niestety ja do innego pomieszczenia ponieważ zaważył tylko jeden dzień różnicy. Tak ... musiałam się urodzic akurat 31 grudnia. Mogłam poczekac jeszcze tą godzine i już bym chodziła do 2 klasy gim a nie do 3-ciej.
Zadzwonił dzwonek. Weszłam do klasy za pozostałymi uczniami. Usiadłam w samym kącie klasy. I nagle coś sie nauczycielce ubzdurało że nas porozsadza. No i oczywiście ja musiałam siedziec z Ludmiłą. Usiadła obok mnie. I w piórniku zamiast długopisów i ołówków miała szminki, cienie i aż się boje wiedziec co więcej. Rozwaliła całą zawartośc swojego piórnika na łąwkę.
-Cholera, weź to zabierz!
- Bo co ?! I tak już nie jesteś kujonem, jak przed tym co się stało z twoją matką.
-Nawet tak nie mów!
Tylko że ona miała racje. Zmieniłam się. Mój sposób mówienia, ubierania, czesania się i o wiele wiele więcej. Po stracie mamy coś tak jakby mnie rozsadziło od środka. Odwróciłam się żeby zobaczyc co robi Gośka. Widok mnie nie zdziwił. Była otoczona chłopakami, którzy myślą że mięśnie pomogą im zdobyc dziewczyne. Zabrzmiał dzwonek. I to nie jeden. Usłyszałam ich pięc. Nauczycielka kazała się ewakułowac. Każdy wybiegł ze szkoły.  W tłumie odnalazłam przyjaciół. Dyrektor szkoły powiadomił nam że zwierzęta z klasy biologicznej, m.in. węże uciekły z klatek. Szkołą jest zamknięta za pare dni. Uradowani poszliśmy do małej kafejki obok szkoły. Tam zadzwoniłam po tate żeby po nas przyjechał. Tak jakoś po pół godzinie spędzonej w kafejce wróciliśmy do domu. Rzuciłam torbe na podłoge i usiadłam na fotelu. Na przeciwko mnie było okno , z którego było widac całe podwórze. Usłyszałam tak jakby rżenie. I zobaczyłam go. Karo srokaty wałach wybiega z koniowozu. Krzyknęłam : "Diablo!, Zostawcie go". i Zniknął.Wyglądał jak on. Podbiegła Roxy.
-Mia słuchaj to nie Diablo.
- No ale to przecież on. No widziałam. Te jego szczoty i pysk. Mówie ci że to był on.
-Nie będę ci w nieskończonośc powtarzała. To nie był on. On już nie wruci.
- W takim razie co to za koń?
-Twój ojciec go sprowadził. Widzisz bo jak no wiesz c się stało... twój tato wpadł na pomysł żebyś miała kolejnego konia.
- Po co mi kolejny?
-Żebyś się szybciej z tego otrząsnęła. Wiesz dobrze że Diablo jest teraz wytworem twojej wyobraźni!
- Tak, ale ja go ciągle słysze, jego rżenie jak wchodze do stajni, stukot kopyt. No i ten jego halterek...
- Nowy koń wygląda całkiem inaczej. Chodź. Zobaczymy go.
Podeszłyśmy pod przyczepe. Jeden z mężczyzn którzy go przywieźli wyprowadził go. Wyszedl dereszowaty ogier. Był dośc muskularny i bardzo wysoki. Na moje oko miał 180cm.


'''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''
No to takki jaki rozdział. Kolejna cześc juz w krutce!

Czytasz ---- Komentujesz

czwartek, 23 stycznia 2014

                                        Po Diablu

                                          rozdział X               

  ~kilka miesięcy potem~ 

Był kwiecień. Jednak zima trwała nadal. W szkole mieliśmy egzaminy gimnazjalne. Nie miałam czasu na konie. Gdy testy dobiegły końca w gazecie miasta pojawiło się ogłoszenie o dość groźnym zwierzęciu. Jak mówiło z gospodarstwa pana Antka zaginęło kilka owiec i bydło. U moich sąsiadów zaginął pies i dwie świnie. Wróciłam  do domu. Rzuciłam od razu torbe na blad i  pokazałam ogłoszenie mojemu ojcu który stwierdził że nie może żyć bez swoich dzieci. Widać było że się zaniepokoił. Udając że mnie to nie rusza pobiegłam prosto do mojego pokoju. Zanim zatrzasnęłam drzwi weszła Gośka. Nawet ją polubiłam ale to nie to samo co moja Roxy. 

-Uważaj ! Chyba za tobą ide. Rozglądaj się może co ?- wrzasnęła
-To ty zacznij uważać.- odpowiedziałam drwiącym głosem. 
W tym samym momencie usłyszałam rżenie koni. Założyłam jakąś starą kurtkę i razem z Gośką i tatą pobiegliśmy do stajni. Było ciemno. Nic nie widziałam. Gośka chciała wejść do boksu Siesty i ją uspokoić, ale koń uciekł.  A razem z nim ktoś lub coś co wystraszyło konie. Gośka wyprowadziła jedną z klaczy do szkółki i popędziła galopem za nimi. Musiałam jechać za nią. Razem z Diablem ruszyliśmy w pogoni za zgubami. Cwałowałam po lesie krzycząc "Gośka !". Nigdzie nie mogłam jej znaleźć. Wtedy przyszedł mi SMS od Szymona, gdzie pisał : "Hej :* co porabiasz ?? Mogę wpaść ?? :) " Odpisałam mu: " Cześć, jak chcesz wpaść to zapraszam do lasu przy skarpach, potem ci wyjaśnie. " . Po wysłaniu wiadomości przyjechał na rowerze. Opowiedziałam mu co się stało. Diablo zaczął niespokojnie rżeć i wierzgać. Zza krzaków dochodziły jakieś odgłosy. Trochę się przestraszyłam. Ostrożnie razem z Szymkiem i Diablem powoli się oddaliliśmy. No i wtedy ten ohydny, śmierdzący wilk. Spojrzałam w jego żółte ślepia, a ten gwałtownie ruszył w moją stronę. Zamarłam z przerażenia. Diablo chciał mnie obronić i wtedy usłyszeliśmy strzał wiatrówki. Diablo padł na ziemię. Serce mi stanęło. Wilk uciekł, a zza drzew ukazał się myśliwy, który strzelił do mojego konia. Zaczęłam krzyczeć "NIEE! Co pan zrobił?! ". Cała byłam załzawiona. Szymon próbował mnie uspokoić, ale tylko go odtrącałam. Wkrótce przyjechał mój tato z koniowozem. Władowali martwego konia do przyczepy i ruszyliśmy w drogę powrotną. Za nami kłusowała Gośka z końmi. Cała przemoczona i lodowata weszłam do  domu. Szymon zaprowadził mnie do mojego pokoju. Położyłam się, a on siadł przy mnie i pocałował mnie prosto w usta po czym powiedział " Nie martw się i śpij dobrze" . Nie mogłam zasnąć. Myślałam o tym co się wydarzyło. Następnego ranka tata mnie zawołał. Zaprowadził mnie prosto za stajnię na sam koniec padoku. Wykopał tam doś sporej wielkości dół. 
-Możesz się z nim pożegnać. - powiedział.
Zebrało mi się na płacz. Był zakryty swoimi derkami. Poleciały na niego moje łzy. Nie chciałam wierzyć w to co się dzieje. Powiedziałam jedynie : " Kiedyś sie jeszcze zobaczymy". 

_______________________________________
Taki troche tragiczny ale w końcu musi się coś dziać :) Jeśli zaczniecie się zastanawiać czemu akurat Diablo to dlatego że wszystkie inne postacie są wzorowane na moich przyjaciołach. Konie to moja czysta wyobraźnia, ale ludzie już nie :).

sobota, 28 grudnia 2013

                                             Rywalka

                                 rozdział IX

~Po świętach ~  
Justyna i Gośka zamieszkały z nami. Masakra. Ojciec powiedział że Gośka dostanie swojego konia, a ja mam go przyuczać do siodła. Mają go jutro przywieść. A co najgorsze musze dzielić z nią pokój. Położyłam się spać, ale Roxy przyszła i nie była sama. Szymon i Tomek  też przyszli. Gośka miała minę że nie powiem co.  Poszłam do kuchni przynieść jakieś jedzenie i cole, a Gośka poszła za mną. Od razu awantura że muszę się jej pytać czy mogą wejść. Wróciłam do pokoju i zaczęliśmy w piątkę oglądać "Zaklinacza Koni". Nad ranem wszystkich obudziła Olka. Powiedziała że ojciec się już pakuje i w nocy znowu wyjeżdża a Justyna razem z nim. 
- A co z nią?- zapytałam (oczywiście chodziło o Gośkę)
-Zostaje z nami.-powiedziała Olka
Wkurzyłam się. No nic trzeba będzie to jakoś przeżyć. Poszliśmy do stajni. Wtedy przyjechał koniowóz. Wyprowadzili karo srokatą klacz rasy angloarab. Gośka zaprowadziła ją do boksu. Klacz miała ze 4 lata. Z tego samego koniowozu wyszła nowa klacz Olki. Też kuc szetlandzki, tym razem srokaty. Przyjechała Lisa. Dawno jej nie widzieliśmy. Tłumaczyła się że była chora. Wyprowadziła Rona i go osiodłała. Popędziła z nim na maneż. Ja i Roxy zajęłyśmy się klaczą. Zdenerwowana szczotkowałam ją. włożyłam na nią pas do lonżowania. No i przyszła Ludmiła. Gorzej nie mogło być. Weszła do boksu Batonika. Biedak chciał uciec, ale nie udało mu się to. Wsiadła na niego i podjechała do mnie. 
-Oooo... co ja widze?? Mia pracuje.
-O co ci chodzi???
-Lepiej nie będe z tobą rozmawiać bo się jeszcze czymś zaraże.
Odjechała. Gośka powiedziała że klacz ma się nazywać Siesta. Poszłyśmy razem ze Siestą na padok. Zaczęłam ją lonżować. Najpierw kilka okrążeń stępem. Potem zmieniłyśmy stronę i kłusem. Lonżowałam ją dalej i zobaczyłam Szymona rozmawiającego z Gośką. Ciekawe o czym tak rozmawiali. Wyglądało to tak jakby flirtowali.

                                             * * *

W domu przygotowałam kolację. Zaprosiłam Lisę. Gdy jedliśmy listonosz przyniósł jakiś list. To było pozwanie. Pan Antek nas pozwał do sądu, ponieważ uprowadziłam jego klacz i przywłaszczyłam jego źrebię. Rozprawa ma być za tydzień. Same kłopoty. Wróciłam do stołu. Nikomu o tym nie powiedziałam. Po kolacji, gdy każdy już wyszedł poszłam do stajni. Chciało mi się płakać. Poszłam do Diabla. Ruszyłam na nim prosto nad jeziorko. Pędziłam przed siebie nie odwracając się. Stanęłam na chwilę. Usłyszałam coś.  Jakieś dziwne odgłosy. Rozejrzałam się. Na drugim brzegu jeziorka Ludmiła z kimś rozmawiała. Nikogo tam nie było oprócz niej. Pewnie rozmawiała przez telefon. W ręku miała jakiś papier. Miałam już iść gdy nagle usłyszałam : " No to okey, Mia na pewno uwierzyła w ten pozew". To ona wszystko wykombinowała, żebym miała kłopoty. To co trzymała w ręku na pewno były to kopie pozwu. 

___________________________________
No to proszę macie kolejny rozdział. Następny rozdział opublikuję gdy pod tym będzie minimum 1 komentarz :)

wtorek, 24 grudnia 2013

                                         Święta z tatą.

                                rozdział VIII

~ Kilka miesięcy później ~
 Po paru miesiącach wróciliśmy do normalnego życia. Zbliżały się święta więc trzeba było ubrac sajnie, wyczyścic zwierzaki i ich boksy. Jedynie z Lady był kłopot. Nie chciała wyjśc ze swojej zagrody. No nic później się jakoś ją wybawi. Ja z Roxy wyprowadziłyśmy wszystkie konie na padok. Chłopaki pojechali z sąsiadami po choinke, a Olka i Antoś próbowali wynieśc Lady na dwór. Troche nam zeszło. Musiałyśmy pozamiatac, wyłożyc boksy słomą, napełnic żłoby i powstawiac do każdego boksy lizawkę. Wtedy Olka przybiegła i powiedziała że  ktoś do mnie dzwoni. To buł tata. Przyjeżdża na święta. Najwyraźniej sobie przypomniał że ma dzieci. Pewnie Stasiek też przyjedzie. I tak oto w jednej chwili święta obrzydły mi. Trzeba naszykowac pokój dla Staśka. Nadszedł wieczór. Chłopaki przywieźli choinkę, Roxy z Antosiem poszła do domu, a ja z Olką zaczęłyśmy ubierac choinke. Po jakiejś godzince pod dom przyjechała czerwona Scoda. To Stasiek. Olka go wpuściła i zaraz po nim nadjechało czarne BMW. "Ojciec" pomyślałam, ale z samochodu wysiadła kobieta. Pierwszy raz ją na oczy widziałam i wtedy wyszedł tata. Zapukali do drzwi. Otworzyłam im, a on powiedział; " Majunia! jak ja cie dawno nie widziałem!" . I jeszce dodał : " O.. to moja dziewczyna Justyna polubicie się, a wiesz co też ma córkę w twoim wieku. Co?!
                                    
                                                  * * * 

Jak on mógł. Dopiero co stracił żone już chce następną? Pobiegłam do pokoju. Zawołałam Roxy bo mieszkałyśmy po sąsiedzku więc wystarczy żeby otworzyła okno.  Ona też nie mogła uwierzyc że on ma dziewczyne. I może jeszcze ta jej córka zamieszka z nami. Mowy nie ma. Już nie lubie tej baby. Przywiozła prezenty żeby zrobic dobre wrażenie. Jutro ma przyjechac z tą swoją córką.  Zawołał mnie tato.
-Czego ?
-Wypadało by trochę ładniej mówic.
- Bo co, myślisz że ta twoja JUSTYNKA zamieszka z nami? Chyba jak świnie zaczną latac.
-Kochanie!
-Co ?! Nie nie zgadzam się żeby ona i jej ta córka tutaj zamieszkały, żeby tu spędziły święta i żeby miały cś wspólnego z tobą. Nie!
-A to niby dlaczego?
-Bo...bo nawet nie minęła ci żałoba po mamie i już chcesz miec nową żonę.
-Majcia...
-Nawet tak do mnie nie mów. I jeśli one się wprowadzą to ja się wyprowadze. A chyba tego nie chcesz??
Nie wiedział co powiedziec. Wróciłam do pokoju. Co za palant. Nazajutrz było jeszcze gorzej. Nie przyszłam na śniadanie. Gdy reszta pojechała do sklepu i po córke Justyny poszłam do stajni. Prawie każdy koń już nie spał. Jedynie to chyba Cyjanek i Berta spali. Podeszłam do boksu Diabla. Weszłam do niego. Założyłam halter i wyprowadziłam go. Wsiadłam. Nie wiedziałam dokąd mam jechac, więc pognałam przed siebie. Diablo pędził co raz szybciej. Zajechaliśmy do lasu. Kiedyś jako młody źrebak ganiał po nim jak oszalały. W tej samej chwili zaczął padac śnieg. Las ślicznie wygląda o tej porze roku. Zeszłam z Diabla. Śniegu było dośc sporo więc spokojnie można było żucac się śnieżkami. Chciałam troche sie "ponacierac" i Diabla tak samo, ale zadzwonił ojciec. Musiałam wracac. Gdy zajechałam do stajni nikogo nie widziałam. Zaprowadziłam Diabla do boksu i wtedy stanął za mną ojciec.
-Maja chciałbym ci przedstawic Alicję.
- Taaa cześc.
-Cześc.- od razu powiedziała to z taką pewnością, widac było że to panna z wyższych sfer.
-To ja was zostawię same, poznajcie się pogadajcie sobie. - i sobie ojciec poszedł.
Zaczęłam czyścic grubego, a ona zaczęła coś paplac że jaka piękna nasza stajnia. Przyszła Roxy.
-Heej - jak zwykle powiedziała wchodząc do stajni.
-Hej.
-Oooo.... widze że mamy nowego ktosia w stajni.
Nie powiedziałam nic. Zawołałam Roxy do boksu. Powiedziałam jej że to córka Justyny i tak dalej. Gośka nam się przypatrywała i co chwile gadała że nie umiemy czyścic koni, jak my te owijki zakładamy, nie umiemy pleśc grzywy itd. Wkurzała mnie i w końcu nie mogłam wytrzmac.
-Skoro my nic nie umiemy to nam pokaż. Pokaż jak jeździsz.
-Okey.
-Tylko my wybierzemy konia.
Wyprowadziłam jej Batonika Ludmiły. Jest bardzo przestraszony i porywczy. Na początku miała go wyczyścic. Hucułek nie chciał współpracowac. Biegał po całej stajni. Ale miałyśmy ubaw. W końcu musiałyśmy zaprzestac. Dziś wigilia. Roxy poszła już do domu. Mamy razem po wigilii iśc do stajni. 

____________________________
Okey. Świąteczny rozdział specjalnie dla was. I z tej okazji chciałabym wam życzy wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku :* :*

czwartek, 19 grudnia 2013

                                           Problemy

                              rozdział VII

 Po męczącym dniu wszyscy chcieliśmy odpocząć. Jednak to nie było możliwe. Obiecałam Olce że popracuje z Gruszką. Szymon został ze mną. Poszłam po kucyka, wyczesałam ją osiodłałam i poszliśmy na halę. Diablo już tam latał. Gruszka chciała się do niego przyłączyć. Tak jak jej właścicielki nienawidziłam tego kuca. Rozpieszczony, nic nie można obok niego robić bo kopie. Niestety mogłam pracować z nim tylko na lonży bo gdybym na niego wsiadła skończyło by się to nieszczęśliwie dla nas obu. Miałam starą metodę którą wypracowała moja mama. Wypchałam jeden worek piaskiem, który ważył prawie tyle samo co Olka. Wsadziłam worek na Gruszke i zabezpieczyłam go sznurkiem żeby nie spadł. Zaczęłam ją lonżować. W stępie chodziła bardzo dobrze, ale w kłusie wszystko się psuło. Zaczęła brzydko odchylać się w lewo. Niepokoiło mnie to. Szymon powiedział żebym ją zatrzymała. Sprawdził jej kopyta i wydawały się w porządku. Nic nie było widać. Chciał opuścić jej kopytko i tu kopnęła go w brzuch. Od razu zwiała. Szymon zwijał się z bólu. Zadzwoniłam po pogotowie. Przyjechali po prawie godzinie. Byłam wkurzona. Nie mogli szybciej? Od razu zabrali go do szpitala. Chciałam jechać z nim ale mi nie pozwolono. Co miałam zrobić? Nie moge  jeździć samochodem, ale na koniu moge. Nawet nie siodłałam Diabla, jedynie założyłam mu ogłowie i wodze. Cwałowałam, i co ja słysze? Policja każe mi się zatrzymać. No co im odwaliło? Przekroczyłam prędkość?! Wlepili mi mandat za zbyt szybką jazdę. Powinni zmienić nam rejonowych. No nic musiałam pędzić. Dojechałam w samą porę. Akurat wjechali z Szymkiem do szpitala. Na szczęścia stał parkingowy więc mam komu zostawić Diabla. Podjechałam do niego.
-Może pan go popilnować?
-A..a..ale to jest koń!
- Dzięki!
Bez sensu ta rozmowa. No nic pobiegłam do środka. Podeszłąm do recepcjonistki, a ta powiedziała że Szymon będzie mieć natychmiastową operacje. Serce mi zamarło. Zadzwoniłam do rodziców Szymka i Tomka. Roxy została poinformowana wcześniej. Szybko przyjechała. Rodzice bliźniaków przyjechali zaraz po niej.  Przeczekaliśmy kilka godzin i nic. Operacja trwała. Niestety musiałam wracać nakarmić konie i zaprowadzić Olke do sąsiadów, żeby nie bała się być sama w domu. Roxy i tata chłopaków pojechał razem ze mną. Zaprowadziłam Diabla do boksu i nakarmiłam reszte koni. Nasza Berta i jej źrebak najwyraźniej już spali bo nawet klacz nie podchodziła do żłobu. Musiałam nakryć ją derką. Troche czasu mi zeszło nad tym. W końcu żeby znaleźć derkę pasującą na zimnokrwistego konia trudno znaleźć. Na szczęście mieliśmy kilka takich. Skończyłam. Jeszcze tylko poszłam spakować Olke i zaprowadziłam ją do sąsiadów. W tym czasie Roxy przygotowała jakieś kanapki, bo to może być długa noc spędzona w szpitalu. Przyjechaliśmy.  Lekarz wyszedł i powiedział że Szymon wyjdzie z tego, ale to troche potrwa. Na razie nie możemy do niego przyjść. Płakać mi się chciało. I pomyśleć że to wszystko przez kuca Olki. Postanowiłam sprzedać Gruszke. Olka będzie musiała się z tym pogodzić. Nie możemy trzymać takich koni. Po jakiś trzech godzinach ja i Roxy zasnęłyśmy. Rodzice chłopaków najwyraźniej też drzemali. Jedynie Tomek był przytomny. Słyszałam jak chodził w te i we wte. Wyszedł lekarz. Zaczął coś tam paplać ale i tak nikt go nie słuchał. Jedynie co zrozumiałam, to że Szymek wybudza się z narkozy. Jednak nie możemy sie z nim widzieć. Rodzice bliźniaków poszli do bufetu napić się kawy. Zostaliśmy ja, Roxy i Tomek. Gdy tylko lekarz odszedł wparowałam do sali gdzie leżał Szymon. Na jego widok zaczęłam płakać. Kilka godzin temu jeszcze śmiał się ze mnie jak prowadze kuca a teraz ledwo otwiera oczy. Siadłam przy jego łóżku. Położyłam głowe obok jego ramienia. Przespałam całą noc przy nim.

_____________________________________
Mamy kolejny rozdział. Wiem że tak bardzo nie jest koński ale jutro to nadrobimy :)

poniedziałek, 16 grudnia 2013