Kolejne przeżycia.
rozdział XI
Tego samego dnia, którego spędziłam na pożegnaniu i opłakiwaniu Diabla mój ojciec zdecydował się oskarżyc myśliwego o zabicie konia. Byłam temu przeciwna. Kolejnego dnia o mało się nie spóźniłam na autobus. Wsiadłam w ostatniej chwili. Roxy już na mnie czekała.
-I jak tam ? Lepiej?- pytała ciekawsko
-Taak.... ale możemy o tym nie rozmawiac?? Proszę.
- No dobra.
- A bliźniaki już wsiedli?
-Tak ale są na tyle.
Obejrzałam się do tyłu. Zauważył mnie Szymon. Coś wydało jakiś dziwny odgłos. Wyjęłam telefon. To Szymon ale pisał z telefonu Tomka. Pytał jak tam i czy mi lepiej. Odpowiedziałam tak samo jak do Roksany. Autobus zatrzymał się przed szkołą. Wysiedliśmy i od razu ruszyliśmy w stronę budynku. Nie odstępywałam Roxy na krok. Nie rozmawiałam z nikim. Weszliśmy do szatni. Niestety ja do innego pomieszczenia ponieważ zaważył tylko jeden dzień różnicy. Tak ... musiałam się urodzic akurat 31 grudnia. Mogłam poczekac jeszcze tą godzine i już bym chodziła do 2 klasy gim a nie do 3-ciej.
Zadzwonił dzwonek. Weszłam do klasy za pozostałymi uczniami. Usiadłam w samym kącie klasy. I nagle coś sie nauczycielce ubzdurało że nas porozsadza. No i oczywiście ja musiałam siedziec z Ludmiłą. Usiadła obok mnie. I w piórniku zamiast długopisów i ołówków miała szminki, cienie i aż się boje wiedziec co więcej. Rozwaliła całą zawartośc swojego piórnika na łąwkę.
-Cholera, weź to zabierz!
- Bo co ?! I tak już nie jesteś kujonem, jak przed tym co się stało z twoją matką.
-Nawet tak nie mów!
Tylko że ona miała racje. Zmieniłam się. Mój sposób mówienia, ubierania, czesania się i o wiele wiele więcej. Po stracie mamy coś tak jakby mnie rozsadziło od środka. Odwróciłam się żeby zobaczyc co robi Gośka. Widok mnie nie zdziwił. Była otoczona chłopakami, którzy myślą że mięśnie pomogą im zdobyc dziewczyne. Zabrzmiał dzwonek. I to nie jeden. Usłyszałam ich pięc. Nauczycielka kazała się ewakułowac. Każdy wybiegł ze szkoły. W tłumie odnalazłam przyjaciół. Dyrektor szkoły powiadomił nam że zwierzęta z klasy biologicznej, m.in. węże uciekły z klatek. Szkołą jest zamknięta za pare dni. Uradowani poszliśmy do małej kafejki obok szkoły. Tam zadzwoniłam po tate żeby po nas przyjechał. Tak jakoś po pół godzinie spędzonej w kafejce wróciliśmy do domu. Rzuciłam torbe na podłoge i usiadłam na fotelu. Na przeciwko mnie było okno , z którego było widac całe podwórze. Usłyszałam tak jakby rżenie. I zobaczyłam go. Karo srokaty wałach wybiega z koniowozu. Krzyknęłam : "Diablo!, Zostawcie go". i Zniknął.Wyglądał jak on. Podbiegła Roxy.
-Mia słuchaj to nie Diablo.
- No ale to przecież on. No widziałam. Te jego szczoty i pysk. Mówie ci że to był on.
-Nie będę ci w nieskończonośc powtarzała. To nie był on. On już nie wruci.
- W takim razie co to za koń?
-Twój ojciec go sprowadził. Widzisz bo jak no wiesz c się stało... twój tato wpadł na pomysł żebyś miała kolejnego konia.
- Po co mi kolejny?
-Żebyś się szybciej z tego otrząsnęła. Wiesz dobrze że Diablo jest teraz wytworem twojej wyobraźni!
- Tak, ale ja go ciągle słysze, jego rżenie jak wchodze do stajni, stukot kopyt. No i ten jego halterek...
- Nowy koń wygląda całkiem inaczej. Chodź. Zobaczymy go.
Podeszłyśmy pod przyczepe. Jeden z mężczyzn którzy go przywieźli wyprowadził go. Wyszedl dereszowaty ogier. Był dośc muskularny i bardzo wysoki. Na moje oko miał 180cm.
'''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''
No to takki jaki rozdział. Kolejna cześc juz w krutce!
Czytasz ---- Komentujesz
-Mia słuchaj to nie Diablo.
- No ale to przecież on. No widziałam. Te jego szczoty i pysk. Mówie ci że to był on.
-Nie będę ci w nieskończonośc powtarzała. To nie był on. On już nie wruci.
- W takim razie co to za koń?
-Twój ojciec go sprowadził. Widzisz bo jak no wiesz c się stało... twój tato wpadł na pomysł żebyś miała kolejnego konia.
- Po co mi kolejny?
-Żebyś się szybciej z tego otrząsnęła. Wiesz dobrze że Diablo jest teraz wytworem twojej wyobraźni!
- Tak, ale ja go ciągle słysze, jego rżenie jak wchodze do stajni, stukot kopyt. No i ten jego halterek...
- Nowy koń wygląda całkiem inaczej. Chodź. Zobaczymy go.
Podeszłyśmy pod przyczepe. Jeden z mężczyzn którzy go przywieźli wyprowadził go. Wyszedl dereszowaty ogier. Był dośc muskularny i bardzo wysoki. Na moje oko miał 180cm.
'''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''
No to takki jaki rozdział. Kolejna cześc juz w krutce!
Czytasz ---- Komentujesz
Weź no daj następną część, bo ja już codziennie z uzależnienia zaglądam i nic nie ma :P CZĘŚCIEJ ! :D A i świetna część :))
OdpowiedzUsuń