poniedziałek, 24 lutego 2014

                                      Kolejne przeżycia

                                           Rozdział XII , Częśc II


 Nie wiedziałam co powiedziec. Koń był na prawdę piękny, ale i tak nie zapomnę o Diablu. Wróciłyśmy z Roxy do domu. Zaczęłyśmy rozmawiac co będziemy robiły w wolnym czasie skoro szkoła jest zamknięta. Roksana nagle tak z niczego zaproponowała wjazd do jej babci na jezioro.
- Ej będzie fajnie, zobaczysz. Zabierzemy konie i jeszcze Lise, co ?
- No dobra, a jak ojciec się nie zgodzi?
- To zostaw mnie.
- A co będzie z Gośką?
- Nie gadaj że się o nią martwisz.
- No tu masz rację.
Kolejnego dna zaczęłam się pakowac z samego rana. Poszłam do stajni. Weszłam do siodlarni i spakowałam rzeczy Grota w nowiutką skrzynkę na przybory do czyszczenia. Nie zamieżałam jeszcze na nim jeździc. Postanowiłam zacząc naszą znajomośc od pracy z ziemi. Derkę musiałam zapakowac do torby. Po jakiejś godzince przyszła Roxy. Mój tato miał nas zawieśc. Po drodze wstąpiliśmy po Lisę. Jechaliśmy kilka godzin. Konie były bardzo zdenerwowane. Na miejsce dotarłyśmy po południu. Babcia Roksany powitała nas bardzo miło. Wyprowadziłyśmy konie z koniowozu i zaprowadziłyśmy do stajni. Pani Zuzia (babcia Roxy) miała sporą stajnie i padoki. Wróciłyśmy do domu. Babcia robiła kolację a my poszłyśmy na górę umyc się i przebrac w piżamki :3 Lisa szła pierwsza. No i nagle pisk. 
- Aaaa!!!- krzyknęła
- Co jest?! - Odkrzyknęła Roxy
- Tttttaaaa..... tam jest jaszczurka!
- Oj no weź. To tylko taki maluszek.
-Dziewcznki co się tam stało?? - zapytała Babcia
- Tu jakaś jaszczurka jest babciu.
- Aaa to mój Wojtuś, pewnie uciekł z klatki.
- Taa no wiesz tak Lise straszyc.
- No już dobrze idcie się myc i zaraz na kolację. O i jeszcze jedno. Nie wiedziałam że przyjedzie was aż trójka więc niestety będziecie musiały spac razem bo nie przygotowałam wam łóżek.
Poszłyśmy do łazienki. To było dośc obskurne pomieszczenie. Toaleta była dośc mała i miała wcieki. Zamiast przynajmniej brodzika była chyba zabytkowa wanna na pozłoconych nogach. Lustro zaparowane i umywalka brak słów. Każda musiała wejśc osobno bo nie zmieściłybyśmy się wszystkie razem. Troche czasu nam to zajęło. Zeszłyśmy na dół. Czuc było woń przepysznych racuchów z jabłkami i ubitej śmietany. Mniam.
-Siadajcie i jedzcie. - mówiła 
Bardzo lubię panią Zuzię. Jest dla mnie prawie jak babcia. Nawet kazała mi tak się do niej zwracac.  Zjadłyśmy kolację. Babcia siadła z nami w saloniku mikroskopijnych rozmiarów i zaczęłyśmy rozmowę.
- No co tam powiecie? Widzę Majciu że przywiozłaś innego konia niż Diablo, co się stało ?
-Babciu.. Mówiłam ci..- przypomniała jej Roxy
- Aj zapomniałam, ale wiesz co Mia kiedyś mi też się taki coś stało ale to rozmowa na inny temat. 
- A właśnie... ma pani to znaczy Babciu dużą stajnie. Ma pani konie? - zaczęła Lisa
- Nie kochanie, z końmi bym sobie nie poradziła. Ja hoduję kucyki. Falabellę.
-Ooo kocham takie maluchy.
- No dobrze wystarczy. Idźcie już spac.
Jak powiedziała Babcia tak zrobiłyśmy. Weszłyśmy do pokoju. Położyłyśmy się i zgasiłyśmy światło.
-Auuł..! Lisa uważaj!
- To nie ja!
-Roksana..
-Czekaj zapale światło.
Nic nie było widac. Wskoczyłam na łóżko. I tu hałas jakby coś zię złamało. Od łóżka stojącego na środku odpadło zagłowie. Wpadłyśmy w śmiech.
- No nic będziemy musiały tak spac. Zasnęłyśmy. O jakiejś trzeciej w nocy poczułam jakby coś cągnęło mi włosy. Sprawdziłam ręką czy coś mam na  głowie. Nic nie poczułam. Usłyszałam miauknięcie. Podniosłam lekko głowę. Serce mi waliło. Poczułam coś na nogach. I znowu to samo. Zapaliłam latarkę i przyokazji zbudziła się Lisa. Zwróciłam światło na moje nogi. 
- Aaaa to kot.! 
Zwróciłam światło za głowę. Czarne ślepia wpatrywały się we mnie.
- Aaaaa!! Tam coś jest ! Dziewczyny buddzie się!
Podbiegłam do ściany i zapaliłam światło. Zza łóżka wystawał cień. Poruszył się. Tak jakby w naszą stronę. Do pokoju wpadła Babia z gaśnicą.
-Dziewczynki nic wam nie jest ?
- Nam nie ale tam za łóżkiem.....
No i wyszedł słodki kucyk zwany Ciuchcia. To Falabella. Poszłyśmy spac. 

------------------------------------------------
 No wiem że długo czekaliście na ten rozdział ale szkoła i badania wyników. No teraz mam czas więc kilka rozdziałów znajdzie się tutaj w tym tygodniu. Pamiętajcie : Czytasz ----> Komentujesz :) Miłego czytanka :*

poniedziałek, 3 lutego 2014

                                     Kolejne przeżycia.

                                                     rozdział XI

Tego samego dnia, którego spędziłam na pożegnaniu i opłakiwaniu Diabla mój ojciec zdecydował się oskarżyc myśliwego o zabicie konia. Byłam temu przeciwna. Kolejnego dnia o mało się nie spóźniłam na autobus. Wsiadłam w ostatniej chwili. Roxy już na mnie czekała.
-I jak tam ? Lepiej?- pytała ciekawsko
-Taak.... ale możemy o tym nie rozmawiac?? Proszę.
- No dobra.
- A bliźniaki już wsiedli?
-Tak ale są na tyle.
Obejrzałam się do tyłu. Zauważył mnie Szymon. Coś wydało jakiś dziwny odgłos. Wyjęłam telefon. To Szymon ale pisał z telefonu Tomka. Pytał jak tam i czy mi lepiej. Odpowiedziałam tak samo jak do Roksany. Autobus zatrzymał się przed szkołą. Wysiedliśmy i od razu ruszyliśmy w stronę budynku. Nie odstępywałam Roxy na krok. Nie rozmawiałam z nikim. Weszliśmy do szatni. Niestety ja do innego pomieszczenia ponieważ zaważył tylko jeden dzień różnicy. Tak ... musiałam się urodzic akurat 31 grudnia. Mogłam poczekac jeszcze tą godzine i już bym chodziła do 2 klasy gim a nie do 3-ciej.
Zadzwonił dzwonek. Weszłam do klasy za pozostałymi uczniami. Usiadłam w samym kącie klasy. I nagle coś sie nauczycielce ubzdurało że nas porozsadza. No i oczywiście ja musiałam siedziec z Ludmiłą. Usiadła obok mnie. I w piórniku zamiast długopisów i ołówków miała szminki, cienie i aż się boje wiedziec co więcej. Rozwaliła całą zawartośc swojego piórnika na łąwkę.
-Cholera, weź to zabierz!
- Bo co ?! I tak już nie jesteś kujonem, jak przed tym co się stało z twoją matką.
-Nawet tak nie mów!
Tylko że ona miała racje. Zmieniłam się. Mój sposób mówienia, ubierania, czesania się i o wiele wiele więcej. Po stracie mamy coś tak jakby mnie rozsadziło od środka. Odwróciłam się żeby zobaczyc co robi Gośka. Widok mnie nie zdziwił. Była otoczona chłopakami, którzy myślą że mięśnie pomogą im zdobyc dziewczyne. Zabrzmiał dzwonek. I to nie jeden. Usłyszałam ich pięc. Nauczycielka kazała się ewakułowac. Każdy wybiegł ze szkoły.  W tłumie odnalazłam przyjaciół. Dyrektor szkoły powiadomił nam że zwierzęta z klasy biologicznej, m.in. węże uciekły z klatek. Szkołą jest zamknięta za pare dni. Uradowani poszliśmy do małej kafejki obok szkoły. Tam zadzwoniłam po tate żeby po nas przyjechał. Tak jakoś po pół godzinie spędzonej w kafejce wróciliśmy do domu. Rzuciłam torbe na podłoge i usiadłam na fotelu. Na przeciwko mnie było okno , z którego było widac całe podwórze. Usłyszałam tak jakby rżenie. I zobaczyłam go. Karo srokaty wałach wybiega z koniowozu. Krzyknęłam : "Diablo!, Zostawcie go". i Zniknął.Wyglądał jak on. Podbiegła Roxy.
-Mia słuchaj to nie Diablo.
- No ale to przecież on. No widziałam. Te jego szczoty i pysk. Mówie ci że to był on.
-Nie będę ci w nieskończonośc powtarzała. To nie był on. On już nie wruci.
- W takim razie co to za koń?
-Twój ojciec go sprowadził. Widzisz bo jak no wiesz c się stało... twój tato wpadł na pomysł żebyś miała kolejnego konia.
- Po co mi kolejny?
-Żebyś się szybciej z tego otrząsnęła. Wiesz dobrze że Diablo jest teraz wytworem twojej wyobraźni!
- Tak, ale ja go ciągle słysze, jego rżenie jak wchodze do stajni, stukot kopyt. No i ten jego halterek...
- Nowy koń wygląda całkiem inaczej. Chodź. Zobaczymy go.
Podeszłyśmy pod przyczepe. Jeden z mężczyzn którzy go przywieźli wyprowadził go. Wyszedl dereszowaty ogier. Był dośc muskularny i bardzo wysoki. Na moje oko miał 180cm.


'''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''
No to takki jaki rozdział. Kolejna cześc juz w krutce!

Czytasz ---- Komentujesz